poniedziałek, 31 października 2016

Ambalaż.




„To jest moja ręka. (…) Moja żywa ręka jest taka posłuszna. Robi wszystko, co pomyślę”



Tadeusz Różewicz

Poranne doświadczenie.


czwartek, 27 października 2016

wtorek, 25 października 2016

Słowa.



Nie lubię słów. Ja nie mam do nich zaufania. Nażyłem przez lata wiele uprzedzeń. Stałem się podejrzliwy i wszystkie one stłoczone w zdaniach cudzych i moich wydają mi się brzydkie, rachityczne, niezdolne do uniesienia myśli czy uczucia.

Tadeusz Konwicki
Zorze wieczorne


poniedziałek, 24 października 2016

Poniedziałek.




Moje życie albo cudze. Najpewniej jakieś wymyślone. Ulepione z lektur, niespełnień, starych filmów, niedokończonych rojeń, zasłyszanych legend, niewyśnionych snów. Moje życie. Kotlet z białka i kosmicznego pyłu.

Tadeusz Konwicki
Mała apokalipsa


piątek, 21 października 2016

Bogdan Kułakowski.




Ambalaż.









Przedzierałem się przez ten sen
ciężko
do przebudzenia
w strumieniach ciepłych
łez slow
szla do mnie matka
Nie boj się jesteś w ziemie mówiłem
nikt ci już krzywdy nie zrobi nie zrani nie dotknie
matka z tamtym strachem
tuliła się do mnie
nie boj się jesteś w ziemi
jesteś we mnie nikt cie nie dotknie
nie poniży nie zrani
przedzierałem się przez ten sen ciężko
przede mną stal Cień

Tadeusz Rozewicz


Ambalaż. Barber.






Jesteśmy małpami opowiadającymi historie i radzimy sobie z tym doskonale. Gdy tylko dorośniemy na tyle, by rozumieć, co się wokół nas dzieje, zaczynamy żyć w świecie opowieści. Myślimy narracją. Robimy to tak odruchowo, że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Opowiedzieliśmy sobie historie dostatecznie wielkie, by w nich żyć.



Terry Pratchett, Ian Stewart i Jack Cohen


środa, 19 października 2016

Modlitwa.






MODLITWA BOHATERÓW

Na brednię naszą i na naszą nędzę
Na zatwardziałość w naszym szaleństwie

I na naszego głodu głośny krzyk
Na dom nasz który opuściły sny

Na naszą mowę wielce bełkotliwą
Na rozpaczliwie niedorzeczną miłość

I na znikomość wszelkich naszych prac
Na koszmar nocy i na bezsens dnia

Na naszych mistrzów bezradnych i smutnych
Oraz na sędziów ponuro okrutnych

Na biedne matki dogorywające
Przez nasze winy chcące i niechcące

Na nasze serca obrzękłe wątroby
Na nasze wargi popękane szorstkie

Na roztrzęsione fatalnie ręce
Obraz na mózgi w daremnej męce

I na te płuca co bez powietrza
Na strach bezsenny Na koszmarny zegar

Na wszystko co jest udziałem naszym
Błagamy wzgląd mniej ironiczna Pani


Rafał Wojaczek

Tabu.


poniedziałek, 17 października 2016

sobota, 15 października 2016

Wystawa.


Henriette od Edyty.



Lubię jak Lubliniec.


środa, 12 października 2016

Trzy.






Obłęd komunikacji 


Człowiek zwalcza w sobie powierzchowność, płytkość, żeby wyjść do ludzi bez wygórowanych oczekiwań, bez balastu nadziei i buty, nie jak czołg, bez armat i karabinów maszynowych, bez trzydziestocentymetrowej stalowej osłony;
człowiek wychodzi do ludzi w zamiarach pokojowych, boso, nie rwie darni pancernymi gąsienicami, odnosi się do ludzi bez uprzedzeń, jak do równych sobie, jak człowiek do człowieka, jak to u nas mawiali - a i tak zawsze się co do ludzi pomyli.

Człowiek jest jak czołg wyposażony w mózg. Myli się co do ludzi, jeszcze zanim ich spotka, jeszcze kiedy planuje spotkanie; potem myli się w trakcie spotkania; a na koniec wraca do domu, opowiada o spotkaniu osobie trzeciej i myli się po raz kolejny. Ponieważ inni z reguły mylą się tak samo co do nas, cały proces komunikacji jest jedną wielką fatamorganą, wypraną z realizmu, porażającą farsą błędnej percepcji.

Cóż jednak mamy począć z tym paląco ważkim problemem innych ludzi, który wykrwawia się z przypisywanego mu przez nas znaczenia, nabierając w zamian znaczeń groteskowych, ponieważ tak marnie jesteśmy wyposażeni w zdolność wzajemnego postrzegania swoich wnętrz i niewidzialnych motywacji?

Czy wobec tego każdy powinien zamknąć się w domu, jak to czynią pisarze-samotnicy, zasiąść w dźwiękoszczelnej celi, aby tam wskrzeszać ludzi ze słów i udawać, że ci ludzie ze słów są bliżsi prawdy niż prawdziwi ludzie, których na co dzień kaleczymy swoją ignorancją?

Przecież celem życia człowieka nie jest prawidłowe zrozumienie innych ludzi. Życie polega na rozumieniu ludzi opacznie, nie raz, i nie dwa, i nie sto, aż w końcu, po głębokim namyśle, znów zrozumiemy ich opacznie.

Po tym właśnie poznajemy, że żyjemy: że się mylimy.
Może najlepiej byłoby machnąć ręką na słuszne i niesłuszne rozumienie innych ludzi i spokojnie dryfować z prądem życia. Jeżeli ktoś to potrafi - ma szczęście.

Philip Roth z książki "Amerykańska sielanka"