czwartek, 30 czerwca 2016

Konik.




Urszula - Konik na biegunach



Za rok może dwa, schodami na strych
odejdą z ołowiu żołnierze
przeminie jak wiatr uśmiechów twych świat
kolory marzeniom odbierze
za rok może dwa, schodami na strych
za misiem kudłatym poczłapią
beztroskie te dni i zobaczysz
że jednak wspaniały był on ...

Konik - z drzewa koń na biegunach
zwykła zabawka, mała huśtawka
a rozkołysze, rozbawi
konik - z drzewa koń na biegunach
przyjaciel wiosny, uśmiech radosny
każdy powinien go mieć

Kłopotów masz sto i zmartwień masz sto
bez przerwy ta trwa karuzela
nie lalka co łka, nie piłka co gra
bez reszty twój czas dziś zabiera
ulica szeroka, wystawa - tu i tu
na chwilę przystajesz zdumiony
uśmiechnij się więc i zawołaj
jak wtedy, gdy na grzbiecie cię niósł ...

Konik - z drzewa koń na biegunach
zwykła zabawka, mała huśtawka
a rozkołysze, rozbawi
konik - z drzewa koń na biegunach
przyjaciel wiosny, uśmiech radosny
każdy powinien go mieć

Radosny to dzień, wspaniały to dzień
wracają z ołowiu żołnierze
ze strychu znów w dół schodami aż tu
wracają, lecz już nie do ciebie,
by ktoś, tak jak ty, radosne miał dni,
powrócił przyjaciel bez wiosny
dlaczego - to każdy już powie,
na plecach przyniosłeś go tu ...

Konik - z drzewa koń na biegunach
zwykła zabawka, mała huśtawka
a rozkołysze, rozbawi
konik - z drzewa koń na biegunach
przyjaciel wiosny, uśmiech radosny
każdy powinien go mieć  

środa, 29 czerwca 2016

Trzy dni. Idę.

Dąb

Idę sobie zamaszyście
i opada ze mnie życie jak jesienne liście.
Jakie liście? — dębu, brzozy, topoli,
ale to boli.

No cóż? było kilka miłości
i trwoga, i noce bezsenne,
było dużo tkliwości i złości,
wszystko zmienne.

No i lecą liście, liście,
a każde: imię.
Powiedz je uroczyście,
wymień.

Ach, nie! To już nagie gałęzie
chwytliwe.
Kiedy serce i myśl na uwięzi,
jak być szczęśliwym?

I ostał się pień nagi,
nad nim zamieci kłąb.
Odwagi!
To ja — dąb.



Władysław Broniewski

sobota, 25 czerwca 2016

Anioł.





„Siódmy anioł”



Siódmy anioł
jest zupełnie inny
nazywa się nawet inaczej
Szemkel
to nie co Gabriel
złocisty
podpora tronu
i baldachim
ani to co Rafael
stroiciel chórów
ani także Azrael
kierowca planet
geometra nieskończoności
doskonały znawca fizyki teoretycznej
Szemkel
jest czarny i nerwowy
i był wielokrotnie karany
za przemyt grzeszników
między otchłanią
a niebem
jego tupot nieustanny
nic nie ceni swojej godności
i utrzymują go w zastępie
tylko ze względu na liczbę siedem
ale nie jest taki jak inni
nie to co hetman zastępów
Michał
cały w łuskach i pióropuszach
ani to co Azrafael
dekorator świata
opiekun bujnej wegetacji
ze skrzydłami jak dwa dęby szumiące
ani nawet to co
Dedrael
apologeta i kabalista
Szemkel Szemkel – sarkają
aniołowie dlaczego nie jesteś
doskonały
malarze bizantyńscy
kiedy malują siedmiu
odtwarzają Szemkela
podobnego do tamtych
sądzą bowiem
że popadliby w herezję
gdyby wymalowali go
takim jak jest
czarny nerwowy
w starej wyleniałej aureoli

Zbigniew Herbert 

piątek, 24 czerwca 2016

Zapamietane, Kraków. "Maria Mater Misericordiae"




"Matka Powieszonych"

Ociera się o szorstką skórę tłumu.

Tu
po ulicy chodzi
matka powieszonych
czarna
srebrną głowę niesie
w dłoniach
ach jaka ciężka bryła
wypełniona nocą
rozsadzona światłem

pomylona krąży
i śpiewa i śpiewa
w butach z krzywym obcasem
z jałowym łonem
zwiędłą piersią
pomylona syrena wyje
do obrzękłego nad miastem księżyca

ołowianymi stopami stąpa
po betonie ulic
matka powieszonych
z księżycem u szyi
idzie na dno
ociera się o szorstką łuskę tłumu.


Tadeusz Różewicz 

Ojciec.






Ojciec

Idzie przez moje serce
stary ojciec
nie oszczędzał w życiu
nie składał
ziarnka do ziarnka
nie kupił sobie domku
ani złotego zegarka
jakoś nie zebrała się miarka

Żył jak ptak
śpiewająco
z dnia na dzień
ale
powiedzcie czy może
tak żyć niższy urzędnik
przez wiele lat

Idzie przez moje serce
ojciec
w starym kapeluszu
pogwizduje
wesołą piosenkę
I wierzy święcie
że pójdzie do nieba 


Różewicz Tadeusz


czwartek, 23 czerwca 2016

Ambalaż. Twarz.



Twarz ludzka była dla mnie i jest krainą, okolicą, krajobrazem, obrazem. Krajobraz twarzy. Twarze rodziców. Twarze rodzeństwa. Twarze obcych. Twarze znajomych z widzenia. Przed kilku laty ujrzałem twarze mieszkańców Moskwy na ruchomych schodach w metro jak na transporterach. Kiedy byłem niesiony do góry, równocześnie w dół spływała rzeka ludzkich twarzy, kiedy zjeżdżałem w dół, twarze wznosiły się. Z ogromną zachłannością wpatrywałem się w te twarze. Piękne i brzydkie, stare i młode, interesujące i nijakie. Myślałem „Tysiąc, sto tysięcy, milion twarzy – każda inna”. Każda przez kogoś kochana, nienawidzona, oczekiwana. Tak, to największy temat, jaki czeka na mnie od kilku lat.

Tadeusz Różewicz

Ambalaż. Nigdy nie byłem sam.





“At first, my presence in my photos was fascinating and disturbing. But as time passed and I was more a part of other ideas in my photos, I was able to add a giggle to those feelings.”
– Lee Friedlander
Lee Friedlander: Self Portrait



"Po pierwsze, moja obecność na moich zdjęciach było fascynujące i niepokojące. Ale w miarę upływu czasu i byłem bardziej częścią innych pomysłów w moich zdjęć, byłem w stanie dodać chichot tych uczuć. "
- Lee Friedlander



środa, 22 czerwca 2016

Zapamiętane. Muzeum Śląskie.



Meduza z tarczy Zeusa.
Gorgona Igora Mitoraja która nie zabija wzrokiem.


 Termopile polskie


Te głowy ciosane łopatą
jak meduzy z purpurowym rdzeniem
pomykają
w płytkiej nocy w pamięci.

Płaskie mury obrastały
mózgami
kipiały prute salwami arterie
Przebite na ciemność oczy
usta na ukos.

Twarze matek notowały:
Młody skopany rozkraczony
z sinym kroczem
krzyczy

partyzant dźwiga
flaki niebieskie
rozwalony na polu chwały
poległ

miedzianowłosy Żyd
z sześcioramienną gwiazdą w oczach
zwisł

kurierka z zielonym okiem
w brzuchu
wyskoczyła z pociągu

zbierajcie każdą kroplę krwi
która nie będzie policzona.

Cyjanek sypie na
pęknięte usta
biały śnieg.


Tadeusz Różewicz

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Ambalaż. Twarz.




Nie wiem, czy można mówić o „fenomenologii” twarzy, bowiem fenomenologia opisuje to, co się ukazuje. Zastanawiam się również, czy można mówić o spojrzeniu skierowanym w stronę twarzy. Jest ono przecież poznaniem, percepcją. Sądzę raczej, że dostęp do twarzy jest od razu etyczny. Gdy widzi Pan nos, oczy, czoło, brodę drugiego i gdy potrafi je Pan opisać, oznacza to, że zwracamy się do niego jako do przedmiotu. Najlepszy sposób poznania drugiego to taki, w którym nie zauważymy nawet koloru jego oczu! Gdy obserwujemy kolor oczu, nie jesteśmy w relacji społecznej z drugim. To, co jest w sposób specyficzny twarzą, nie sprowadza się do percepcji, mimo że relacja z twarzą może być przez nią zdominowana.



Emmanuel Levinas  

Zapamiętane. Kantor



Kantor - Portret mojej matki, 1976 / fragment /

Muzeum Śląskie.  

niedziela, 19 czerwca 2016

Ambalaż. Muzeum Śląskie. Witkacy w Katowicach.




Autoportret
1938. Pastel na papierze. 70,3 x 50,4 cm.
Muzeum Śląskie w Katowicach.  

piątek, 17 czerwca 2016

Ambalaż. Sęk w tym...


Ambalaż.





Samotność




Od kiedy mogę wychodzić na miasto, jest to dla mnie znaczną ulgą. Ale jakże długo nie opuszczałem mego pokoju! Były to gorzkie miesiące i lata.
Nie potrafię wytłumaczyć faktu, że jest to dawny mój pokój z dzieciństwa, ostatnia izba od ganku, już za owych czasów rzadko odwiedzana, wciąż zapominana, jakby nie należąca do mieszkania. Nie pamiętam już, jak tam zaszedłem. Zdaje mi się, że była noc jasna, wodnistobiała noc bezksiężycowa. Widziałem każdy szczegół w szarej poświacie. Łóżko było rozesłane, jakby dopiero co kto je opuścił, nasłuchiwałem w ciszy, czy nie dosłyszę oddechu śpiących. Któż mógł tu oddychać? Odtąd mieszkam tu. Siedzę tu od lat i nudzę się. Gdybym był zawczasu myślał o robieniu zapasów!
Ach, wy, którzy jeszcze możecie, którym dany jest jeszcze własny czas na to, zbierajcie zapasy, ciułajcie ziarno, dobre i pożywne, słodkie ziarno, bo przyjdzie wielka zima, przyjdą lata chude i głodne i nie obrodzi ziemia w egipskim kraju. Niestety, nie byłem jak skrzętny chomik, byłem jak lekkomyślna mysz polna, żyłem z dnia na dzień bez troski o jutro, dufny w swój talent głodomora. Jak mysz myślałem sobie: cóż mi głód zrobi? w ostateczności mogę gryźć drzewo albo drobić pyszczkiem papier na drobne listeczki. Najuboższe zwierzę, szara mysz kościelna — na szarym końcu w księdze stworzenia — potrafię żyć z niczego. I tak oto żyję z niczego w tym umarłym pokoju. Muchy dawno w nim powyzdychały. Przykładam ucho do drzewa, czy tam w głębi robak nie chrobocze. Grobowa cisza. Tylko ja, nieśmiertelna mysz, samotny pogrobowiec, szeleszczę w tym martwym pokoju, przebiegam bez końca stół, etażerkę, krzesła. Sunę podobna do ciotki Tekli, w długiej szarej sukni do ziemi, zwinna, prędka i mała, wlokąc za sobą szeleszczący ogonek. Siedzę teraz w biały dzień na stole nieruchoma, jak wypchana, oczy moje, jak dwa paciorki, wyszły na wierzch i błyszczą. Tylko koniec pyszczka pulsuje ledwo dostrzegalnie, żując drobniutko z przyzwyczajenia.

Bruno Schulz

czwartek, 16 czerwca 2016

Afirmacja.




Żart patetyczny



Nie do potomnych
przecież nie ma sensu
być może to będą potwory
wysoka komisja
ostrzega wyraźnie
mocarstwa
trony i sztaby
że przyjdą potwory
bez mózgu

więc nie do potomnych
ale do tych którzy
w tej właśnie chwili
rozmnażają się
z zamkniętymi oczami

nie do potomnych
kieruję te słowa

Mówię do polityków
którzy mnie nie czytają
mówię do biskupów
którzy mnie nie czytają
mówię do generałów
którzy mnie nie czytają
mówię do tzw. "prostych ludzi"
którzy mnie nie czytają

będę mówił do wszystkich
którzy mnie nie czytają
nie słuchają nie znają
nie potrzebują
Oni mnie nie potrzebują
ale ja ich potrzebuję

Tadeusz Różewicz

Ambalaż. Mikołowska.


wtorek, 14 czerwca 2016

Ambalaż. 110.






PIJANY JÓZEK


Leży Józek pod płotem
sprzedał kobyłę
i pił przez cały tydzień
spirytus się w nim zapalił
strasznie krzyczy
w tym rowie
bo widzi potwory
dokoła stoją dzieci
przyglądają się
jak ten człowiek odchodzi
od zmysłów
on odchodzi na kolanach
podnosi ręce
zatacza się
nie wie
że Kopernik zatrzymał słońce
wyciąga ręce
upada
podeprzyjmy go
dobrzy ludzie
postawmy go na nogi
dobrzy ludzie


Tadeusz Różewicz

Ambalaż. Wszechświat.




Tadeusz Różewicz


SPADANIE
CZYLI O ELEMENTACH WERTYKALNYCH
I HORYZONTALNYCH W ŻYCIU CZŁOWIEKA
WSPÓŁCZESNEGO
Dawniej
bardzo bardzo dawno
bywało solidne dno
na które mógł się stoczyć
człowiek
człowieka który się znalazł na dnie
dzięki swej lekkomyślności
lub dzięki pomocy bliźnich
oglądano z przerażeniem
zainteresowaniem
nienawiścią
radością
wskazywano na niego
a on czasem dźwigał się
podnosił
splamiony ociekał
Było to solidne dno
można powiedzieć
dno mieszczańskie
inne dno było przeznaczone
dla pań inne dla panów
w tamtych czasach bywały
na przykład kobiety upadłe
skompromitowane
bywali bankruci
gatunek obecnie prawie
nieznany
swoje dno miał polityk
kapłan kupiec oficer
kasjer i uczony
bywało niegdyś także drugie dno
obecnie istnieje jeszcze mgliste
wspomnienie
ale już dna nie ma
i nikt nie może
stoczyć się na dno
ani leżeć na dnie
Dno o którym wspominają
nasi rodzice
było czymś stałym
na dnie
jednak
było się kimś
określonym
człowiekiem straconym
człowiekiem zgubionym
człowiekiem który
dźwiga się
z dna
z dna mozna też było
wyciągać ręce wołać "z głębokości"
obecnie gesty te nie mają większego
znaczenia
w świecie współczesnym
dno zostało usunięte
ciągłe spadanie
nie sprzyja postawom
malowniczym pozycjom
niezłomnym
La Chute Upadek
jest możliwy jeszcze
tylko w literaturze
w marzeniu gorączce
pamietacie to opowiadanie
o porządnym człowieku
nie skoczył na ratunek
o człowieku który uprawiał "rozpustę"
kłamał bywał policzkowany
za to wyznanie
wielki zmarły może ostatni
współczesny moralista francuski
otrzymał w roku 1957
nagrodę
jak niewinne bywały upadki
pamiętacie
z dawnych bardzo dawnych
czasów
Wyznania
Confessiones
biskupa Hippo Regius
W sąsiedztwie naszej winnicy była grusza, pełna owoców, nie
nęcących ani kształtem, ani smakiem. Do jej otrzęsienia i za-
brania gruszek udaliśmy się, niecni młodzieńcy, późną nocą,
przeciągnąwszy aż do tego czasu zgubnym zwyczajem zabawę
na placu. Zabraliśmy stamtąd ogromną ilość nie na naszą ucztę,
lecz chyba aby rzucic wieprzom, choć nieco zjedliśmy;
dopuściliśmy się tego tym chętniej, że nie było wolno. Oto serce
moje, Boże, oto serce moje, nad którym się ulitowałeś, gdy
znalazło się na dnie przepaści...
"na dnie przepaści"
grzesznicy i pokutnicy
święci męczennicy literatury
baranki moje
jesteście jak dzieci przy piersi
które wejdą do Królestwa
(szkoda że go nie ma)
- Czy ojciec wierzy w Boga - zawołał znów Stawrogin
- Wierzę.
- Jest powiedziane, że wiara góry przenosi. Gdy wierzysz,
a karzesz górze, aby się ruszyła, to się ruszy... przepraszam, że
plączę. A jednak zaciekawia mnie: czy ojciec ruszy z miejsca
górę?
takie pytania zadawał "potwór" Stawrogin
a pamietacie jego sen
obraz Claude Lorraina
W Galerii Drezdeńskiej
"mieszkali tu piękni ludzie"
Camus
La Chute Upadek
Ach, mój drogi, dla człowieka, który jest sam, bez
boga i bez pana, ciężar dni jest straszliwy
ten bojownik z sercem dziecka
wyobrażał sobie
że koncentryczne kanały Amsterdamu
są kręgiem piekła
mieszczańskiego piekła
oczywiście
"tu jesteśmy w ostatnim kręgu"
mówił do przygodnego towarzysza
w knajpie
ostatni moralista
francuskiej literatury
wyniósł z dzieciństwa
wiarę w Dno
Musiał głęboko wierzyć w Człowieka
Musiał głęboko kochać Dostojewskiego
musiał cierpieć nad tym
że nie ma piekła nieba
Baranka
kłamstwa
zdawało mu się że odkrył dno
że leży na dnie
że upadł
Tymczasem
dna już nie było
mino woli zrozumiała to
pewna panienka z Paryża
i napisała wypracowanie
o spółkowaniu witaj smutku
o śmierci witaj smutku
a wdzięczni czytelnicy
po obu stronach
tak zwanej dawnej
żelaznej kurtyny
kupowali jej...
na wagę złota
panienka pani ta
panienka ta pani ta
zrozumiała że nie ma Dna
nie ma kręgów piekła
nie ma wzniesienia
i nie ma Upadku
wszystko rozgrywa się
w znajomej
niezbyt wielkiej okolicy
między
Regio genus anterio
regio pubice
i regio oralis
a to co było niegdyś
przedsionkiem piekła
zostało zmienione
przez modną literatkę
w vestibulum
vaginae
Zapytajcie rodziców
być może pamiętają jeszcze
jak wyglądało dawne Dno
dno nędzy
dno życia
dno moralne
"Dolce vita"
czy Krystyna Keller
żyła na dnie
raport lorda Denninga
stwierdza coś
wręcz przciwnego
Mons pubis
z tego szczytu
roztaczają się rozległe
rosnące widnokręgi
gdzie są szczyty
gdzie otchłanie
gdzie dno
czasem mam wrażenie
że dno współczesnych
leży płytko tuż pod powierzchnią
życia
ale to chyba jeszcze jedno złudzenie
być może isnieje w "naszych czasach"
potrzeba budowy
nowego przystosowanego
do naszych potrzeb
Dna
Mondo Cane
dlaczego ten obraz zrobił na mnie
wielkie wrażenie rosnące jeszcze
ciągle rosnące
Mondo Cane ein Faustschlag ins Gesicht
Mondo Cane film bez gwiazd
Mondo Cane
ludzie tam jedzą tańczą zabijają zwierzęta
"robią miłość" tańczą modlą się konają
kolorowy reportaż
o agonii
o agonii starych ludzi
o kuchni chińskiej
o agonii rekina
o przyprawach
o uśmiercaniu starych
samochodów
pamiętam zgniatanie form
zgniatanie metalu
pisk i zgrzytanie
unicestwianie karoserii
metalowe wnętrzności samochodu
cmentarz samochodów
jeszcze jeden sposób malowania
obrazów w takt niebieskiej muzyki
w Paryżu odciskanie ciała na białych płótnach
chusta świętej Weroniki
oblicze sztuki
usta milionerów usta ich kobiet
smażone mrówki larwy owady
czarne kopczyki na srebrnych misach
wargi jedzących
czerwone wargi w Mondo Cane
świecące czerwone wargi wielkie
poruszają się w Mondo Cane
Następnie rozpoczeto dyskusję
nad rozdziałem III schematu o Kościele
o ludzie Bożym i laikacie
Kardynał Ruffini
powiedział
że pojęcie Ludu Bożego
jest bardzo nieprecyzyjne
ponieważ III rozdział
nie otrzymał kwalifikowanej większości
głosów został odesłany
do Komisji Liturgicznej
dla przepracowania
W sąsiedztwie naszej winnicy była grusza, pełna owoców, nie
nęcących ani kształtem, ani smakiem... wyznał Augustyn
czy zwróciliscie uwagę że
wnętrza nowoczesnych domów bożych
przypominają
poczekalnię dworca
kolejowego lotniczego
Spadając nie możemy
przybrać formy
postawy hieratycznej
insygnia władzy wypadają z rąk
spadając uprawiamy nasze ogrody
spadając wychowujemy dzieci
spadając czyatmy klasyków
spadając skreślamy przymiotniki
słowo spadnie nie jest
słowem właściwym
nie objaśnia tego ruchu
ciała i duszy
w którym przemija
człowiek współczesny
zbuntowani ludzie
potepione anioły
spadały w dół
człowiek wspołczesny
spada we wszystkich kierunkach
równocześnie
w dół w górę na boki
na kształt róży wiatrów
dawniej spadano
i wznoszono się
pionowo
obecnie
spada się
poziomo


niedziela, 12 czerwca 2016

Ambalaż.


Ambalaż.

 "Melies"



Iluzjonista
dyrektor teatru "Robert Houdin"

Urodził się w roku 1861
umarł w roku 1938

nakręcił 400 filmów
krótkometrażowych
między innymi
w roku 1898
Pancernik Maine
następnie
Proces Dreyfusa
Joanna d'Arc
Faust
Wieki cywilizacji

zapomniano o nim

resztę życia
spędził w małym sklepie
z zabawkami

przypomniano sobie o nim

mnie interesuje
ten długi okres między
ostatnim filmem i śmiercią
okres spędzony
w sklepie z zabawkami

jego rozmowy
z dziećmi
jak demonstrował
stare i nowe zabawki
pociągał za sznurki
pajace
nakręcał samochody i lokomotywy
rozkazywał ołowianym żołnierzom

żałuję, że nie mogłem
w roku 1938
zrobić wywiadu z Meliesem

Czy pan chodzi do kina


Tadeusz Różewicz

sobota, 11 czerwca 2016

Ambalaż.


Ambalaż. Nakło.


Ambalaż. Tarnowskie Góry.




Wiedza


Nic nigdy nie zostanie
wytłumaczone
nic wyrównane
nic wynagrodzone
nic nigdy
czas niczego nie uleczy
rany nie zabliźnią się
słowo nie wejdzie
na miejsce słowa
groby nie zarosną trawą
umarli umrą
i nie zmartwychwstaną
świat się nie skończy

poezja powlecze się
dalej
w stronę Arkadii
albo w stronę drugą

Tadeusz Różewicz.

piątek, 10 czerwca 2016

„ Zbaw i zachowaj ”






Ambalaż.

Buduję


Chodzę po szybie
po lustrze
które pęka
chodzę po czaszce
Yorika
chodzę po tym kruchym świecie
i buduję dom
zamek na lodzie
wszystko jest w nim
przygotowane do oblężenia
tylko ja jestem
zaskoczony
na zewnątrz
murów


Tadeusz Różewicz

czwartek, 9 czerwca 2016

Ambalaż.

Bruno Schulz
Księga 



Bo są rzeczy, które się całkiem, do końca, nie mogą zdarzyć. Są za wielkie, ażeby się zmieścić w zdarzeniu, i za wspaniałe. Próbują one tylko się zdarzyć, próbują gruntu rzeczywistości, czy je uniesie.

I wnet się cofają, bojąc się utracić swą integralność w ułomności realizacji. A jeśli nadłamały swój kapitał, pogubiły to i owo w tych próbach inkarnacji (wcielenia), to wnet, zazdrosne, odbierają swą własność, odwołują ją z powrotem, reintegrują się i potem w biografii naszej zostają te białe plamy, wonne stygmaty, te pogubione srebrne ślady bosych nóg anielskich, rozsiane ogromnymi krokami po naszych dniach i nocach, podczas gdy ta pełnia chwały przybiera i uzupełnia się nieustannie i kulminuje nad nami, przekraczając w triumfie zachwyt po zachwycie.